piątek, 29 listopada 2013

Aojiru - jarmuż na zdrowie ....



JARMUŻEM zachwyciłam się stosunkowo niedawno, bo gdzieś w lutym tego roku - choć to bardzo dawne warzywo. Jarmuż ceniony w starożytności, niedoceniany w XX wieku, dziś coraz bardziej zyskuje na popularności. 
Na początku naczytałam się o jego cudownych właściwościach.
No i zapragnęłam go skosztować, ale niestety nigdzie nie mogłam go dostać
tzn. w moim mieście, dopiero mój M w realu mi go kupił - całą tackę - ok. 0,5 kg. Wyglądał on niezwykle dekoracyjnie zielony z kędzierzawymi ze sprężystymi liśćmi. Od razu przystąpiłam do produkcji cudownie zielonego soku, ale jakie n było moje zdziwienie, że z ogromnej masy dużych liści - można wyprodukować tylko ¾ szklanki. Do soku dodałam sok z 2 jabłek, bo niestety sok z jarmużu jest w smaku goryczkowaty. Nie od razu polubiłam jarmuż, ponieważ wydał mi się gorzkawy... niezbyt ciekawy jako przysmak. 
Stwierdziłam, że przydałoby się mieć taką roślinkę koło domu, więc M wysiał nasionka wprost do gruntu pod folię w maju, liście można było już zrywać w wakacje. Jarmuż rośnie bardziej w górę niż wszerz, taki urok odmiany zapewne... Kto ma kawałek ziemi niech sieje jarmuż bo ciężko go kupić!!! I tak właśnie od wakacji mogę robić sok z własnej hodowli jarmużu. Teraz po pierwszych przymrozkach, liście jarmużu wypadają lepiej smakowo - bo nie mają gorzkiego smaku.
Ja piję ten sok codziennie - taką szklaneczkę jak na powyższym zdjęciu. 

Za wikipedią: "Jarmuż to bardzo pożywne warzywo, które ma silne przeciwutleniacze i właściwości przeciwzapalne, przeciwnowotworowe. Jest bogatym źródłem beta-karotenu, witaminy K, witaminy C, luteiny, zeaksantyny, wapniaZawiera sulforafanktóry zwalcza bakterię helicobacter pylori. Jarmuż jest źródłem żelaza i karotenoidów - witaminy A."  
Jarmuż to tradycyjny składnik holenderskich, portugalskich (podstawowy składnik narodowej zupy caldo verde) i brazylijskich potraw, popularny w Niemczech. W południowo-wschodniej Afryce gotowany z kokosowym mlekiem i orzeszkami ziemnymi jako dodatek do ryżu lub kaszy kukurydzianej. Doskonały surowiec do sałatek, podawany na ciepło jak szpinak. W Japonii sok z jarmużu jest znany jako aojiru. 
Aojiru ma młodą historię. W czasie drugiej wojny światowej w Japonii panowała bieda i głód. W trosce o zdrowie swojej rodziny, japoński lekarz wojskowy Niro Endo postanowił dodawać do skromnej, rodzinnej diety zielone liście rzodkwi i innych warzyw, które były traktowane wtedy jako odpadki. Zauważywszy dobre skutki, Niro zaczął eksperymentować z sokami z zielonych liści różnych warzyw i zbóż. Wkrótce terapie zielonymi sokami okazały się skuteczne i najprawdopodobniej ratujące życie w przypadku choroby jego syna i żony. Jakiś czas później Niro odkrył, że najbardziej wartościowym składnikiem soków jakiego użył, był jarmuż. W latach 80-tych pewien właściciel japońskiej firmy z branży spożywczej dzięki regularnemu piciu aojiru odzyskał zdrowie po udarze. Jego firma rozpoczęła produkcję aojiru i dziś jest to w Japonii bardzo popularny suplement w formie proszku lub soku o renomie cudownego napoju. Stosowany m.in. jako regenerujące źródło antyoksydantów, w przypadkach alergii, cukrzycy, chorób układu pokarmowego (wrzody żołądka i dwunastnicy), również w kosmetyce. Trwają naukowe badania nad zastosowaniem aojiru w leczeniu wielu chorób, wykazano już działanie przeciwnowotworowe, anty wrzodowe, zapobiegające starzeniu się skóry. Niro opublikował około 40 artykułów i książek na temat zastosowania różnego rodzaju aojiru. Dożył 92 lat. Jego syn Jiro jest kontynuatorem jego badań. Codziennie rano zrywa 10 świeżych liści i w celach profilaktycznych wypija 90 mililitrów świeżego soku  ( Źródło:
Aojiru - Can a glass of tree kale a day keep the doctor away? Kateigaho International Edition. 2005 Spring) 

Oprócz niezwykłych walorów zdrowotnych, dzięki ciekawej fakturze liści oraz przebarwianiu liści niektórych odmian na różne jaskrawe kolory, 
jarmuż znany jest również jako roślina ozdobna (kapusta ozdobna). 
Używana jest do ozdoby dań, stołów czy ogrodów. 

Soki z warzyw zielonych zawierają chlorofil, enzymy, żelazo, magnez, fosfor, potas i sód jak również prowitaminę A, witaminy z grupy B oraz witaminy C, E i K. Zielone soki bogate w sole potasu poprawiają funkcje serca i neutralizują kwasy w mięśniach. Chronią także wątrobę i pęcherzyk żółciowy przed szkodliwym działaniem tłuszczów. Zawarty w nich chlorofil czyści jelita i krew, a prowitamina A (karoten) ma - jak wykazały badania - działanie przeciwrakowe (chroni przed chorobami nowotworowymi). Zielone warzywa obfitują w antyrakowy karoten, podobnie jak marchew i trawa pszeniczna lub kiełki pszenicy. 
Uważam jarmuż za jedno z najlepszych, najzdrowszych i najważniejszych zielonych witamin. Jedna szklanka dziennie soku z zielonych warzyw to również wspaniałe doładowanie energetyczne dla ciała !!!!

WYPRÓBUJ i TY :-)

czwartek, 28 listopada 2013

powieść z życia wzięta ...


Przyznam się szczerze, że dawno się tak nie ubawiłam podczas czytania jakiejkolwiek książki! 

Nad „Żoną_22” spędziłam dwa dni, bo oderwanie się od niej było rzeczą niemożliwą i choć książka do najcieńszych nie należy oraz napisana jest stosunkowo małym drukiem, to czyta się ją w bardzo szybkim tempie. 
Nawet nie czułam, jak upływał mi czas, bo gdy raz się w nią wgryzłam, później już nie mogłam się oderwać. 
Żona_22 to pseudonim, jaki zostaje nadany Alice Buckle przez Ośrodek Badań Netherfield. Wyraża ona bowiem zgodę, na wzięcie udziału w badaniu, które ma na celu analizę małżeństw w XXI wieku. Każda z badanych osób zostaje przypisana do „osobistego” asystenta, który odpowiedzialny jest za przeprowadzenie badania, głównie poprzez wysyłanie drogą mailową pytań, dotyczących różnych aspektów małżeństwa. Żonie_22 przypada w udziale Asystent_101. Przyznam szczerze, że najbardziej fascynującą rzeczą w tej książce była dla mnie właśnie relacja pomiędzy Alice a Asystentem_101. Nie mogłam się doczekać, aż autorka wyjawi, kim on jest i do jakiego etapu ten z pozoru niewinny flirt zabrnie. Podobały mi się rozmowy między tą dwójką, nie tylko z tego powodu, że ukazane zostały w bardzo ciekawej formie (maile lub rozmowa na czacie), ale również przez to, jak szczere się wydawały i jak wiele emocji przelewali w nie bohaterowie. 
W dobie Internetu i portali społecznościowych wiele ludzi zapomina, jak istotną rzeczą jest spędzanie czasu z rodziną i najbliższymi osobami, cieszenie się ich obecnością i rozmawianie o tym, co nas martwi. Autorka nie pisze wprost, jak wiele ludzi przepada i chowa się w tym internetowym świecie, a subtelnie porusza ten problem, dzięki czemu każdy czytelnik może spojrzeć na niego na swój własny sposób. Główna bohaterka tej książki wydaje się być wręcz uzależniona od Internetu, prawie w każdej możliwej chwili sprawdza Facebooka, a po kilkudniowej wycieczce z rodziną myśli o tym, żeby jak najszybciej wziąć telefon w ręce i sprawdzić, co nowego pojawiło się na jej profilu. Znajomy obrazek, prawda? Jest to powieść o sporej dawce humoru , perypetiach rodziny jednak z przesłaniem, że model tradycyjnej rodziny uległ zmianom z chwilą wkroczenia Internetu, uzależnia od portali społecznościowych. Nie potrafimy szczerze i bezpośrednio rozwiązywać swoich problemów, omawiamy je publicznie wymieniając się postami na Facebooku. 
Smutne jest to, jak ukazane zostają relacje międzyludzkie w tej kolejnej pozycji na liście „babskich czytadeł”. Zastanawia mnie jednakże, czy sama autorka pochwala taki stan rzeczy, czy wręcz przeciwnie - celowo podkreśla ważność wirtualnego świata i degradację życia „w realu”, aby uzmysłowić czytelnikowi, że taki stan rzeczy bynajmniej nie jest dobry. Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Niekiedy ma się wrażenie, że autorka podśmiewa się lekko z tych facebookowych natręctw swojej bohaterki, kiedy indziej jednak wydaje się, że mimo wszystko hołubi ona Internet i wystawia mu jak najlepsze świadectwo. Takie z czerwonym paskiem. Zadań. Mimo wszystko bardzo trafnie zostaje ukazane życie współczesnych ludzi. Z ich brakiem czasu na rozmowę w cztery oczy i marnowaniem czasu na wpisywanie w Google własnego nazwiska. Z ich manią dzielenia się na forum z setką (czasem niemal obcych sobie) ludzi informacjami, które - bądźmy szczerzy - mało kogo obchodzą. Że właśnie w tej chwili boli nas głowa, że wczoraj byliśmy na świetnej imprezie, że jutro pieczemy ciasto, a dzisiaj piecze nas gardło...Tak, smutny obraz e-społeczeństwa udał się Malenie Gideon całkiem nieźle. 
Uważam, że "Żona_22" to doskonała powieść dla kobiet w każdym wieku, która w pozornie tylko lekkiej treści niesie w sobie wiele mądrości i życiowych prawd. Książka rozbawiła mnie, wzruszyła i nie ukrywam, że dała mi do myślenia na temat trwania przy ślubnym partnerze. Czyta się ją bardzo szybko, lekko i przyjemnie. To wcale nie taka głupia książka,jeśli dostrzeże się jej sens. To w jakimś stopniu może odzwierciedlać historie każdego z nas. Za każdym razem,gdy dzielimy się swoimi spostrzeżeniami przez internet zapominamy czym jest kontakt bezpośredni. I te wymówki,że przecież nie ma czasu by gdzieś jechać, spotkać się osobiście a czas na to by "odwiedzać" w internecie jest przecież zawsze;) 

Mnie bardzo się podobała zatem zachęcam do lektury :)

środa, 27 listopada 2013

dzień w mojej torebce ....

Moja torebka jest bardzo funkcjonalna - zresztą widać, to kuferek - ostatnio w takim się zakochałam z materiału tkanego, pokrytego klejami - firmy LOUIS VUITTON typ DAMIER EBENE / AZZUR CANVAS.
zdobyczna wygląda jak nowa - z mojego ulubionego 

"angielskiego lumpeksiku" 
no nową nie było by mnie stać- jej koszt to około 800 euro

To będzie seria na blogu (będę starała się dodawać ją co kilka dni) o tym co zabieram do mojej torebki - żeby się posilić w ciągu dnia w pracy czyli co zjeść poza domem. No oczywiście w torebce mam wszystko!:) Zawartość mojej torebki jest zmienna, zależy jak duży remament w niej zrobię. Jadnak dwa najważniejsze elementy to oczywiście portfel i telefon. W mojej torebce znajdzie się miejsce na miętową gumę do żucia, pendrive'a, mp4 i kosmetyczkę, w której mieszczą się wszystkie najważniejsze: nie nie kosmetyki tylko  lekarstwa. Z kosmetyków mam zawsze perfumy i szminkę. Jedno co trzeba przyznać to że jest rzeczywiście duża - więc bałagan w niej nie grozi. Aczkolwiek wszystko się może zdarzyć. Raz rozwaliło mi się pudełko z sałatką - na szczęście nie w tej, ale innej torbie  "łowiczance" innym razem wrzucę jej fotkę. 
Oczywiście, obowiązkowo przed wyjściem z domu zjadam śniadanie! 
A do pracy zabieram na 4 posiłki od 8.00 do 16.00:
owoce: jabłko i banana 
nabiał: jogurt 0%
                


sok z jarmużu - sama sobie przygotowuję - rano hałasując :-) mikserem

lunch: bułkę z ziarnami, plaster szynki i pomidor

Mam to szczęście, że w pracy mogę jeść kiedy chcę, nie ograniczając się to sztywnych ram 
pt. "O godzinie X idziemy na 15 minutową przerwę"
Jak widzicie wszystkie te rzeczy są banalnie proste. 
Jeśli poświęcicie przed wyjściem z domu 
kilka minut na ich przygotowanie, 
to nie tylko nie będziecie musiały żywić się "gotowcami", 
ale też zaoszczędzicie trochę pieniędzy :) 
A tak na żarty :-)
Miłego dnia :) 
I do usłyszenia w kolejnym poście 
"dzień w mojej torebce" już za tydzień :))

poniedziałek, 25 listopada 2013

Powiedz „nie”….

Jednym z największych wyzwań dla zdrowego stylu życia jest rozwinięcie w sobie zdolności do powiedzenia "nie".

Brzmi to dość prosto, prawda?
Można sobie zadać pytanie: "Dlaczego moja koleżanka może powiedzieć „nie”
bez mrugnięcia okiem? A dlaczego ja nie mogę ?",
Mogę powiedzieć z własnego doświadczenia, żeto nie jest takie proste i często spotyka się z naszym wewnętrznym oporem. Zwykle główną przyczyną, dla której boimy się je wypowiadać jest dbałość o nasze relacje interpersonalne – po prostu nie chcemy nikomu sprawić przykrości, nie chcemy kogoś zawieść lub boimy się odwetowej reakcji drugiej osoby/osób. 


Powinniśmy nauczyć się samokontroli - "silnej woli”, przecież każdy człowiek rodzi się z ta sama możliwością powiedzenia nie.  Kiedy spędziło się tyle życia, mówiąc "tak", to te pierwsze kilka "nie" są to trudne i bolesne, to jest właśnie asertywność. Nauczyć się mówić „nie” do swojej rodziny, która kusi słodkimi deserami lub pysznym jedzeniem. Każdego dnia należy się starać żyć zdrowiej - jeść więcej owoców, warzyw, ryb, kolorowych sałatek. 
Kiedy będziesz ciągle mówił nie - to może w końcu rodzinie się znudzi i zrozumie że ty umiesz zadbać o siebie i swoje zdrowie. Warto zwrócić uwagę na to, że mówiąc komuś „nie” mówimy „tak” samym sobie i utwierdzamy się w przekonaniu o słuszności naszych racji. Czasami, kiedy jest się w domu rodzinnym człowiek szybciej poddaje się swoim słabościom - bo wciąż ktoś cię kusi jedzeniem i na nic zdają się próby odmowy czy tłumaczenie, że już jadłeś. Trzeba walczyć, próbować na różne sposoby, nawet zagrozić domownikom - że jeżeli nie przestaną - to ty już wychodzisz. To skutkuje - sprawdziłam :-) Ty sam decydujesz, co jesz - więc jedz świadomie. Musimy być szczerzy wobec samych siebie, trzeba zdawać sobie sprawę, że jeśli nie będziemy walczyć o swoje zdrowie - to będzie tylko coraz gorzej - na pewno nie lepiej. 
Bycie asertywnym i umiejętne wypowiadanie słowa „nie” może pomóc nie tylko w odmawianiu innym, ale także w walce z samym sobą i naszymi słabościami. Jednak  sam sprzeciw to nie wszystko, ponieważ należy zastanowić się nad powodami, dla których chcemy powiedzieć „nie”. Zazwyczaj, kiedy jemy słodkości czujemy się dobrze - niektórzy „zajadają stresy”.  Ale czy rzeczywiście jest to pewnego rodzaju ukojenie nerw - smutku ? Tak czy inaczej, to sprawia, że kiedy jemy te słodkie czekoladki, ciasteczka, muffinki, torciki toczujemy się bardziej szczęśliwi, ale tylko na chwilę, minutę. Trzeba sobie zdać sprawę, że te uczucia są złudne i subiektywne tylko. Powiedz sobie: "Wow, to wygląda na pyszne, ale mam coś innego do zrobienia w tej chwili", a następnie to zrobić np. wyjść odświeżyć głowę - iść po prostu na spacer, zadzwonić do koleżanki pogadać. 
Dzięki byciu asertywnym możemy budować naszą pewność siebie, wiarę we własne siły oraz przekonania i przede wszystkim dbać o dobre samopoczucie, gdyż nie ma nic gorszego niż życie w sprzeczności z samym sobą, a tak właśnie się dzieje, gdy dobro innych stawiamy ponad własne i nie potrafimy postawić odpowiednich granic.
A ty jak mówisz swoje nie - powiedz mi o tym !!!
A jak nie dajesz rady - mniej zawsze w pogotowiu małego dietetycznego pocieszacza !!!
po prostu ciasteczko z płatków owsianych
Nie chodzi o to, żeby narzucić sobie żelazny reżim. Można a nawet trzeba od czasu do czasu oddać się małemu szaleństwu i zgrzeszyć, ponieważ przesada w jakąkolwiek stronę nigdy nie jest dobra.

Przepis na zdrową przekąskę:
2 dojrzałe banany, 1 jabłko rozgotowane na mus, 3 łyżki płynnego miodu, szklanka płatków owsianych, Pół szklanki płatków żytnich, Pół szklanki otrębów pszennych, 50 g orzechów laskowych lub włoskich, 50 g rodzynek.
Banany miksujemy z musem jabłkowym i miodem. Dodajemy resztę składników, mieszamy łyżką i wykładamy na blachę formując ciasteczka. Pieczemy 25 min w 150 C z termoobiegiem. Uwaga na rodzynki, jeśli widzicie, że pęcznieją to należy obrócić ciasteczka na drugą stronę.

            No co nie masz bananów to szybki pobiegnij do sklepu ;-) 
i do dzieła !!!!

pychotki do kawy .... z jabłuszkiem !!!

Gdy przyjdzie ochota na coś pysznego, niewymagającego i prostego w przygotowaniu to na szybko można przyrządzić bardzo delikatną jabłuszkową słodką przekąskę... 
                                        
                                            Tylko trzy składniki i jabłka. 
                         Ciasteczka są bardzo łatwe w wykonaniu - a jakie pyszne.
Przepis na 60 ciasteczek: 
250g mąki pszennej, 
250g masła lub margaryny, 
250g twarogu śmietanowego, 
oraz 
1 opakowanie cukru wanilinowego, 
                         2 duże jabłka powinny wystarczyć, cukier puder do posypania.       
                 Mąkę przesiać na blat, dodać cukier wanilinowy 
                               oraz posiekane na kawałki miękkie masło i twaróg
                       po czym zagnieść ciasto, a lepiącą kulę ciasta zawinąć w folię
 i włożyć na 30 minut do lodówki. 
Potem obrać jabłka i pokroić na średnie paski.
Ciasto podzielić na dwie części.
Podsypać mąką i rozwałkować placki na grubość 0,5 cm.
Szklanką wyciąć koła.
Na każde koło nałożyć po kawałku jabłka 
i zlepić ciasto pośrodku.
Piekarnik nagrzać do temperatury 200 stopni.
Układać ciasteczka bezpośrednio na blasze.
Piec ciasteczka około 20-25 minut.
Po wystygnięciu oprószyć ciasteczka cukrem pudrem.
Najlepiej smakują zaraz po upieczeniu.... mniam mniam !!!!

To właśnie moja propozycja słodkości, które da się szybko przygotować, gdy znajomi zadzwonią i zapytają czy mogą być za pół godziny. To dla tych właśnie nie do końca spodziewanych gości można "do kawy" 
upiec coś słodkiego z jabłuszkiem albo np. z brzoskwinią, gdy nic innego nie mamy w domu.

SMACZNEGO !!!

H.


czwartek, 21 listopada 2013

wielka moc małego ziarna, czyli siemie lniane ... linseed, leinsamen, linaza, semi di lino, льняное семя ...

siemię lnianeZIARENKA SIEMIENIA LNIANEGO !!!
Od czasu mojej kontuzji żołądka najbardziej w życiu cenię sobie moje zdrowie. Wybrałam  odmienny styl życia, który wreszcie zaczął przynosić w moim ciele zamierzone efekty. 
Czyli ze zmianą wszystkich złych nawyków żywieniowych przyszła ulga dla mojego żołądka przez zapoznanie go z ziarenkami siemienia lnianego oraz dla mojego serduszka, które poznało olej lniany dr Budwig. Stosowanie jej diety według badań wykazuje mocne działanie antynowotworowe - pewnie też zależy to od stanu zaawansowania choroby.
Przyrządzam sobie od 3 miesięcy:
- pastę z sera białego chudego 12,5 dag + 6 łyżek oleju lnianego (firmy Oleofarm) i kubka jogurtu 0%, miksuje 5 minut, taką pastę można trzymać w lodówce 48 godz., ja taka porcje jem na dwa razy najczęściej z pomidorami na słono ze szczypiorkiem, ale można też jeść na słodko z miodem i płatkami kukurydzianymi lub owsianymi.
Lub mielę w młynku do kawy 2 łyżki ziarenek siemienia lnianego i dodaje do kubka jogurtu 0%. A synek zjada 2 łyżeczki zmielonego siemienia lnianego z kubkiem serka waniliowego - to cud że on chce to jeść - niekiedy sam się o to upomina :-) 
Często też zdarza mi się zalać kopiastą łychę siemienia szklanką mleka, odstawić na chwilkę i potem wypić duszkiem. 
A co 5 dni piekę chleb taki prosty na drożdżach z dodatkiem 4 łyżek siemienia lnianego - jest bardzo sycący i wiele nie trzeba go zjeść żeby być najedzonym.


Ja zjadam codziennie 2-4 łyżek zmielonego siemienia lnianego. 
Ciekawy i niezwykły jest skład nasion lnu zwyczajnego, które zawierają bardzo dużo wielonienasyconych kwasów tłuszczowych z rodziny omega-3,  omega-6, omega-9. Ponadto zawierają błonnik rozpuszczalny i nierozpuszczalny, witaminę E, cynk, lecytynę, flawonoidy i fitoestrogeny.


Len to jedna z najstarszych roślin uprawnych. 
Badania archeologów potwierdzają, że ludzie korzystali z możliwości lnu już ponad sześć tysięcy lat temu np. lniane ubrania noszono między innymi w starożytnym Babilonie. 
Sam Hipokrates zapisywał siemię lniane swoim pacjentom, którzy mieli problemy z układem pokarmowym.

O siemieniu lnianym pisała kobieta średniowiecza – Hildegarda z Bingen, która zachwalała siemię lniane uznając, że jego stosowanie może przynieść korzyści chorym na ciele i duszy.
ZALETY SIEMIENIA LNIANEGO:
-pomaga powstrzymać biegunkę,eliminuje zaparcia, poprawia perystaltykę jelit, przeciwdziała wzdęciom,
- łagodzi dolegliwości związane ze stanem zapalnym oskrzeli i gardła (zwiększa wilgotność śluzówki),
- obniża poziom cholesterolu we krwi
- jest dobrym źródłem lecytyny - pomaga wzmocnić koncentrację i usprawnia pamięć,
- zapobiega wczesnym objawom demencji starczej,
- upośledza wchłanianie glukozy w przewodzie pokarmowym
- zmniejsza uczucie głodu, powodując poczucie sytości - odchudza,
- ma właściwości grzybobójcze i antyutleniające,
- ma działanie podobne do estrogenu (dzięki zawartości fitoestrogenów), łagodzi objawy menopauzy i stosowany jest w profilaktyce nowotworowej,
- świetnie nawilża suche włosy, dlatego też jest stosowany jako składnik szamponów i odżywek,
- można z niego sporządzić „kleik” do kąpieli zniszczonych paznokci,
- można zastosować go w przygotowaniu maseczki do cery z problemami (zwartość witaminy E poprawi jej wygląd). 
Nie da się ukryć, ze siemię lniane jest jednym z najpopularniejszych produktów stosowanych wśród osób praktykujących medycynę naturalną. Zacznijmy od szeregu substancji zawartych w 100g ziaren:
42 g tłuszczów 
27 g błonnika 
18 g białek o bardzo korzystnym zestawie aminokwasów; 
1,6 mg witaminy B1 (126% dziennego rekomendowanego spożycia); 
0,473 mg witaminy B6 (36% dziennego rekomendowanego spożycia); 
392 mg magnezu (106% dziennego rekomendowanego spożycia)
255 mg wapnia; 
5,73 mg żelaza (46% dziennego rekomendowanego spożycia); 
4,34 mg cynku (43% dziennego rekomendowanego spożycia).
 Siemię lniane - najlepszy napój dla zdrowia! 
Wiem na pewno, że siemię wspaniale reguluje mój układ trawienny i pokarmowy. Akurat to nietrudno zauważyć, bo po odstawieniu siemienia na parę dni np. ze względu na wyjazd na wieś - te kilka dni robi dla mojego żołądka i ich jelit wyraźną różnicę.
Jestem też osobą bardzo podatną na wzdęcia i mimo, że zmiana mojej diety pozwoliła mi je całkowicie wyeliminować, to siemię lniane dodawane 1-2 razy dziennie do posiłków sprawiło własnie, że problem wyeliminowałam całkowicie. Ostatnio zdarzyło mi się zgrzeszyć i poczęstowałam się pizzą, ale chwilę później pożałowałam swojej słabości, bo mój odzwyczajony od takiego jedzenia żołądek zabolał wręcz popiekał, a potem chodziłam wzdęta do końca dnia jak balon. Co ciekawe w ciągu ostatnich tygodni ani razu nie zdarzyła mi się taka drastyczna reakcja żołądka na cięższe jedzenie. Owszem, byłam  najedzona, ale żołądek ani na moment nie narzekał. Może to wina tłustego sera w pizzy - wiem na pewno że ze względu na mój żołądek - lepiej powiedzieć dziękuję - jestem już najedzona i nie grzeszyć więcej smakowitym jedzeniem.
A co najfajniejsze - po zjedzeniu siemienia lnianego zawsze czuję się syta 
- i myślę że od tego schudłam 3 kg. 
Jestem ciekawa jakie są Wasze doświadczenia z siemieniem lnianym ?
Ja z tymi ziarenkami się niesamowicie polubiłam i regularne przyjmowanie ich pozwoliło mi poczuć ich dobroczynne działanie. 
Po trochu czerpią z tego też profity na pewno moje włosy, skóra i paznokcie ... ;-)
Miłego dnia !
H.

środa, 20 listopada 2013

spotkanie z twórczością pani Moniki Szwaji :)

Lubię książki Pani Moniki - pisze tak lekko i przyjemnie! Jej powieści mnie odprężają i bawią. Mam jednak wrażenie, że dla autorki czas zatrzymał się w momencie, kiedy sama przeżywała historie podobne do opisywanych. Czytając jej powieści mam wrażenie, jakby były stylizowane na... bo ja wiem? dobra lata 80 ? po kilku książkach jej autorstwa, które przeczytałam do tej pory - to  każdą kolejną biorę w ciemno. I tak w bibliotece trafiłam na "Dom na klifie " - nie czytałam opisu na okładce i zabrałam się za lekturę - "połknęłam" ja przez dwa popołudnia.

"Dom na klifie" to ciekawa i wartościowa książka, która pod przykrywką lekkiej powiastki dla kobiet porusza trudny temat domów dziecka i ich mieszkańców.

Kto spodziewa się prostej historii miłosnej, może się srodze zawieść. I dobrze :) W tym na pozór przeciętnym babskim czytadle autorka przemyca wiele istotnych treści. Pokazuje codzienność wychowanków domu dziecka w sposób prawdziwy, a jednocześnie bez epatowania zbędną brutalnością. Pokazuje prawdę o sytuacji tych dzieci, które przecież bardzo rzadko są sierotami. Zazwyczaj mają rodziców, którzy jednak nie mogą, nie są w stanie lub jeszcze częściej nie chcą zajmować się swoimi dziećmi. Autorka rozprawia się również z tzw. dobroczynnością.

Wielkie brawa dla Pani Moniki za dokładną relację ze starań bohaterów, którzy podjęli się pięknego, ale też bardzo trudnego zadania - stworzenia rodzinnego domu dziecka.

Główna bohaterka, Zosia Czerwonka, to taka swojska Bridget Jones, zakompleksiona trzydziestolatka, która wzdycha do swojego przystojnego Darcy'ego - Adama. Ale nasza Zosia ma wielką przewagę nad Bridget w postaci szlachetnego marzenia, którego realizacja okaże się drogą przez mękę, ale tym bardziej chwała jej za to. Zosia i Adam razem stworzyli związek, ale nie związek jakich wiele - oparty na miłości, pożądaniu, lecz praktyczny związek, potrzebny, aby założyć rodzinny dom dziecka... Ich zmagania, radości i cała masa kłopotów, jakie napotykają po drodze, przedstawione są w dowcipnym stylu, jaki cechuje całą książkę, jednak miejscami śmiech czytelnika bywa śmiechem przez łzy.

Przeczytajcie tą nietuzinkową historię ,jakże realną i wzruszającą. Autorce udało się połączyć swój niepowtarzalny i pełny humoru styl z niełatwą tematyką i prozą życia. Książka warta polecenia, nie nudzi, ma głębszą treść, bo nie jest to takie typowe babskie czytało.Lektura tej powieści sprawiła, że zaczęłam się zastanawiać, czy dałabym radę podjąć się takiego wyzwania, jakiego podjęli się Zosia i Adam...
Dom na klifie .... czy to ten ?
P.S. I jeszcze jedno - fascynuje mnie, że prawie wszystkie powieści tej autorki są gdzieś ze sobą powiązane. Mimo, że każdą można czytać oddzielnie, niezależnie od reszty to jednak da radę odnaleźć pewnego rodzaju ciąg czasowo - fabularny. Wielkie brawa za taką umiejętność!