czwartek, 31 października 2013

warsztaty jabłkowe cd.

W telegraficznym skrócie - przepis na szarlotkę pod pierzynką ... tzn.
Kruche ciasto
1 kostka margaryny
4 żółtka
3 szklanki mąki pszennej
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżeczki cukru pudru
mus jabłkowy: gotowy lub
1,5 kg jabłek
cukier do smaku
3-4 łyżki mąki ziemniaczanej
masa bezowa
4 białka
1 szklanka cukru pudru
3 łyżki mąki ziemniaczanej
dodatkowo: bułka tarta

1. Składniki na ciasto szybko wyrobić na jednolitą masę i włożyć do lodówki na pół godziny. Bardzo mała ilość cukru sprawi, że ciasto będzie bardzo kruche.
2. Jabłka rozgotować, dodać cukier do smaku, mączkę rozmieszać w 3/4 szklanki wody i dodać do gorącego musu, dokładnie rozmieszać.
3. Ciastem wylepić blaszkę i piec 25 minut w 170 stopniach.
4. Białka ubić na sztywno z cukrem pudrem i mączką ziemniaczaną.
5. Gorące ciasto wyjąć z piekarnika i posypać je bułką tartą, zapobiegnie to zawilgoceniu ciasta musem jabłkowym, następnie wyłożyć mus, a na to pianę z białek. Całość włożyć do piekarnika na dalsze 20 minut.Uważać, aby beza nie spiekła się zbyt mocno, w razie potrzeby przykryć pergaminem.
pysznie wyglądają:) porcje ułożone prawie jak w szeregu:) porządek musi być:D
Moi chłopcy byli niezwykle zadowoleni, wygląda na to, że to ciasto jest świetne :)

Moim zdaniem jaka jest ? - ma w sobie wszystko co od niej oczekiwałam, przepyszne kruche ciacho, soczysty farsz jabłkowy. A sama beza to już inna bajka ;), jest przepyszna, bardzo krucha na zewnątrz, zdecydowanie mój ideał.

A tak na koniec: bardzo, ale to bardzo brakuje mi coli zero. Śni mi się po nocach. Niczym nie mogę się napić. Próbuję różnych herbat, wód, ale nic nie jest w stanie mi zastąpić smaku tego napoju. Jedyne, co mnie powstrzymuje przed jej piciem to strach, że mojemu żołądkowi bardzo mogą  zaszkodzić bąbelki ... czy mi się uda ?

środa, 30 października 2013

moje wspomnienia o babci ....

Witam was bardzo serdecznie :)
z rana do śniadania słuchałam sobie cichutko muzyki - nawet mi się udało, bo mój synek jeszcze spał a poza tym - jakoś za słuchaniem muzyki nie przepada :-) chyba że się wygłupiamy i tańczymy, wtedy to dopiero na cały regulator najchętniej słucha.
A więc słuchałam Mietka Szcześniaka, który jest dobry na wszystko, więc niech i Wam rozweseli dzisiejszy dzień:D

Przytul mnie mocno 
http://www.youtube.com/watch?v=GozIF-s0CAg
Bądź blisko 
http://www.youtube.com/watch?v=z6CmuXsuXP8
Twoja miłość, jak ciepły deszcz  
 http://www.youtube.com/watch?v=QBAx4kUuDmY
Bardzo 
 http://www.youtube.com/watch?v=HTC3rLlikSA
Bliskość oddala 
http://www.youtube.com/watch?v=2zwFcg5xa7Q
Potrzebuję 
http://www.youtube.com/watch?v=l48sIjiSOvo
Kiedyś 
http://www.youtube.com/watch?v=Lwg5txbckWQ

Mi już poprawił nastrój:) bo wstałam rano z taką nostalgią ... brak mi mojej ukochanej babci Anny - zbliża się 1 listopad - więc często o niej myślę :-) śniła mi się w domu na wsi, w którym spędzałam dużo czasu z nią - długo nie mogłam się pogodzić z faktem że odeszła od nas w wieku 88 lat ... na szczęście pamiętam wspaniałe chwile z nią - a szczególne te kiedy w nocy jak nie mogłam usnąć przybiegałam do niej i zawsze mnie tuliła modląc się żeby Matka Boska dała mi dobry sen - kochana była ...
Dzieciństwo spędzone u niej na wsi - to lata od 1980 do 1990 - 10 lat, które pamiętam tak:
- smak lodów waniliowych robionych przez nią
- pajda chleba ze smalcem i szczypiorkiem
kąpiele na podwórku w bali na deszcz
- rosół z koguta
- chuśtawka na leszczynie
- ciastka wykrawane szklanką musztardówką 
- domek w drewutni
- zaczarowany ocgródek obrośniety winogronami
- mace z cukrem pieczone na blacie kuchni węgielnej
- spacery po deszczu w kałużach i po kamykach w rowach
- suszone śliwki 
- sankowe szaleństwa z górki
- chleb ze śmietaną i cukrem
- ubijanie masła
- pierwsze wyszywanie kwiatów i robienie na drutach szalika
- dojenie krowy :-) 
- asystowanie przy narodzinach świnek
- zbieranie panienek (grzybków) przy rowach
- rajdy starym motocyklem po krowy (raz zaliczyłam mały wypadek :-)
- zbieranie gruszek
- zjazdy na dupie w "kopalni" piachu :-)
- wyprawy do starej chałupy żeby zobaczyć ducha
- uwielbiany grzybek na słono - mniam ...
- kakao lizane z ręki 
- guma Donaldowa
- buszowanie na strychu
a przede wszystkim zapach jaśminu i czerwonych peoni... to była moja cudowna babcia, teraz jak idę ja odwiedzić to czasem pogadamy - mówię jej co się dzieje u nas - a ona cichutko tylko słucha :-) ale to mi wystarczy ... rozłąka jest trudna zwłaszcza jak się kogoś kocha ....

wtorek, 29 października 2013

Coś dla wielbicieli jabłek, szarlotek i wszelkich jabłkowych wariacji....

złota polska jesień .... pachnie szarlotkami i jabłecznikami przyprawionymi obficie cynamonem. W ogrodach zbiory jabłkowe - M przywiózł ze wsi całą skrzynkę jabłek - różności. I dlatego od razu w mojej kuchni zaczęły rządzić jabłka. 
Wykombinowałam że rozpocznę warsztaty jabłkowe :-) dla siebie samej - dobre co ?
Na początku naszła mnie niebywała ochota na szarlotkę, taką aromatyczną z dużą ilością cynamonu... czy nie macie wrażenia że podczas okresu przedświątecznego (co prawda jeszcze dwa miesiące) człowiek ma ogromną ochotę na wszystko, co mu się kojarzy ze świętami Bożego narodzenia? 
więc na pierwszy warsztat - wariacji jabłkowych - wzięłam właśnie taką szarlotkę - po raz pierwszy w moim piekarniku :-) 
A oto przepis:
10 dag masła, 1 szkl. mąki, 2 łyżeczki proszku do pieczenia, szczypta soli, 15 dag cukru pudru, 2 jajka, skórka z 1 cytryny, 1 łyżeczka aromatu waniliowego, 75 ml mleka, 0,5 kg jabłek, 2 łyżeczki brązowego cukru, 1 łyżeczka cynamonu.
Wszystko do jednej miski - miksujemy - mąka, proszek do pieczenia, masło, cukier puder, sól, jajka, skórka z cytryny, mleko, aromat waniliowy. Taką masę wylewamy na okrągłą tortownicę na to układamy plasterki jabłek - posypujemy je brązowym cukrem i cynamonem - i oto gotowe do piekarnika na 200 stopni C (z termoobiegiem) na 40 minut. Po wyjęciu najlepiej żeby ostygła z godzinę - można posypać ją jeszcze cukrem pudrem.
Szarlotka już gotowa, jeszcze gorąca. Kusi. Taka rozleniwić potrafi, a że wyszło słońce, więc zanim skosztujemy (niestety musi ostygnąć) idziemy na krótki spacer nad nasz zalew - wracamy głodni. Ślinianki znowu w akcji, bo dom przenika słodka woń. Szarlotka i kawa - dla M - czarna sypana, dla mnie mocna Inka, a dla synka - lekka Inka. Nareszcie ….

Tak z bliska - żeby pokazać jej piękny jabłkowy wierzch !
Kiedy zaczynają się tortury dla domowników ? Kiedy zaczyna pięknie i intensywnie pachnieć !
Z piekarnika cudnie, z talerzyka jeszcze lepiej.
Można wtedy domownikom podać papierowy ręcznik na wypadek ślinotoku,
bo to dopiero początek aromaterapii :-)

Jakie wrażenia po zjedzeniu - jest naprawdę smaczna a największym plusem jest to, że jest szybka w robieniu.

warsztatów jabłkowych - cdn. - bo kolejna propozycja już czeka !!!

niedziela, 27 października 2013

jesienny akcent ....

... już mamy jesień. Ale nie ma się co martwić, bo jesienne dni mogą być naprawdę piękne. Dlatego postanowiłam powitać jesień już na progu domu przygotowując dekoracje na drzwi.
Podpowiadam jak szybko, tanio i łatwo wyczarować romantyczną jesienną atmosferę - którą próbuje zabrać ze spaceru po Arkadii (między Łodzią a Warszawą). 
Ja sięgnęłam: 
po liście - całą torbę - zebranych w trakcie spaceru z moją rodziną - z których zrobiłam róże;
orzechy - pomalowane na biało
po papierową wiklinę z której wyczarowałam - wianek pomalowany bejcą spirytusową. 
A efekt mojej pracy
prezentuje się oto tak - moja dekoracja. 


Można też sięgnąć po wszelkiego rodzaju suszone kwiaty, które zostały po lecie. Przydatne mogą być zboża, szyszki, kasztany, żołędzie, kamienie, orzechy, iglaki, jarzębinę. W wyborze materiału panuje całkowita dowolność - natura oferuje szeroki wybór surowców, wystarczy tylko puścić wodze fantazji. 
Zaproś jesień do twojego domu !!!
Już samo wejście do domu może wywołać uśmiech na twarzy. 
Czy mieszkasz w domu czy w bloku nie wstydź się przyozdobić wejściowe drzwi. Do zrobienia takiego wieńca możesz zaangażować każdego członka rodziny. To nie tylko wspólna zabawa, ale i możliwość popisania się własną oryginalnością.



niedziela, 20 października 2013

chleb z czarnulką :-)

tyle się ostatnio naczytałam o tej czarnuszce że postanowiłam upiec chleb z czarnuszką i dynią, przepis podstawowy - z chleba codziennego oraz zamiast słonecznika i siemienia lnianego dajemy czarnuszkę i pestki dyni.

o tej czarnuszce mówili już mieszkańcy starożytnego Egiptu, 
"że może wyleczyć wszystko prócz śmierci"
no i stosowali ją władcy Egiptu - Tutenchamon, Nefretete i Kleopatra 
- jako pierwsi z jej entuzjastów. 

Choć w starożytności i średniowieczu dominowało przekonanie, że czarnuszka jest dobra na wszystko, dziś jej stosowanie zaleca się w pierwszej kolejności alergikom i astmatykom
Ci pierwsi bardzo często zmagają się z obniżoną odpornością typową dla swojego organizmu, trudno więc dziwić się, że mają niemałe problemy z walką z kolejnymi objawami alergii. Dowiedziono jednak, że czarnuszka siewna wpływa korzystnie na układ immunologiczny i sprawia, że organizm z większą łatwością eliminuje pierwsze objawy grypy i przeziębienia, ma więc więcej sił, które może zużyć do walki z uczuleniem. 
A astmatycy powinni docenić to, że czarnuszka wzmacnia ich organizm, a w ich przypadku jednak istotną rolę odgrywa jeszcze inna właściwość typowa dla tej rośliny, bowiem czarnuszka ułatwia wykrztuszanie zalegającej wydzieliny oraz rozszerza oskrzela. 
Kuracja z jej wykorzystaniem może więc przyczynić się do tego, że spowolniony zostanie rozwój choroby i spadnie intensywność jej ataków. 
Tak alergikom, jak i astmatykom najlepiej przysłuży się napar z czarnuszki powstały z połączenia łyżki rozdrobnionych nasion, szklanki mleka lub wody oraz łyżki miodu, która z pewnością poprawi smak naparu. może spróbuje wprowadzić Kacprowi ten napar !
Ma więc działanie wykrztuśne (astmatycy), bakteriobójcze, przeciwzapalne, antyalergiczne i wspomagające leczenie trądziku i innych dolegliwości dermatologicznych - naukowo udowodniony cały szereg zalet jej stosowania.
Myślę że jest zdecydowanie niedoceniana obecnie w naszym społeczeństwie.

piątek, 18 października 2013

w międzyczasie ....

Drażniło mnie pstrokate opakowanie chusteczek stojące na parapecie, więc postanowiłam, że zrobię sobie chustecznik - bo zawsze komuś robię-a u siebie w domu mam najmniej rzeczy decupagowych swoich. Nie powiem, żebym nie była z niego dumna, wszak to wyrób własny, a prezentuje się całkiem całkiem :-) nawet synek mnie pochwalił że ładny.
makowy chustecznik

oraz do kuchni dawno obiecany wieszak na papier kuchenny.
bluszczowy wieszak

wtorek, 15 października 2013

moje popołudnie ...wolnym czasem

dziś zaprezentuję ....  :-) spotkanie z:

książką - Cesarzowa Orchidea - Anachee Min 
kawałkiem marchewkowego ciasta 
herbatką z pudełka na herbatkę :-)

Co do książki: 
Słowo od wydawcy:
Oparta na faktach historycznych najnowsza powieść Min napisana w stylu słynnych Wyznań gejszy to opowieść o losach jednej z siedmiu oficjalnych żon cesarza Chin Xianfenga. Choć współcześni uważają ją za despotkę, Min przedstawiała ją jako pełną wdzięku i uczuć kobietę, głęboko kochającą kraj i męża, ale nie umiejącą odnaleźć się w świecie coraz bardziej ulegającym wpływom obcych kultur.

Książka podoba mi się bardzo ze względu na drobiazgowe opisy codziennego życia w Zakazanym Mieście. Żony cesarza nie mogły niczego robić własnoręcznie. Nawet myć się. Korzystanie z nocnika również było obudowane ceremoniałem. Dosłownie wszystko podporządkowane było etykiecie, procedurom, ceremonii. 
Straszne !!!! W najbardziej intymnych chwilach nie mogły być same - nigdy i nigdzie. 
Oprócz tych "wstrząsających" opisów znalazło się tam też miejsce na portret kobiety samotnej, ale silnej, która nie uległa presji i naciskom ludzi dążących do sprowadzenia jej do pozycji pieska salonowego - miłego, ślicznego, ale w gruncie rzeczy nieważnego. Można powiedzieć że udało jej się to w kulturze, w której kobietę można było sprzedać. Piękna książka, chcę takich więcej....

Co do ciasta marchewkowego:
Słowa kolegów z pracy:
pyszne ... bardzo dobre .... x 2
mój M - przed zjedzeniem marudził - że zajączek nie jest by jeść marchewkę - a potem zjadł aż 4 kawałki na raz :-)



A oto przepis:

Składniki na ciasto: 4 jajka, 1 szklanka oleju, 2 szklanki cukru, 3 szklanki mąki, 1 łyżeczka sody, 2 łyżeczki proszku do pieczenia, 2 ubite szklanki drobno startej marchwi, 1 łyżeczka cynamonu
krem: 1 kostka masła (200g), 9 łyżek cukru pudru, 1 szklanka zsiadłego mleka
dodatkowo: tabliczka gorzkiej czekolady (lub polewa do ciasta), 3 łyżki wiórek kokosowych

Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia, sodą i cynamonem. Jajka miksujemy z cukrem. Dodajemy olej i nadal miksując stopniowo dosypujemy mąkę i wiórki marchewki. Dużą prostokątną formę smarujemy tłuszczem i obsypujemy bułką tartą. Wlewamy ciasto do formy. Pieczemy w 180 stopniach przez około 60 minut (sprawdzamy patyczkiem). Odstawiamy do wystygnięcia. Miękkie masło ucieramy z cukrem pudrem drewnianą kulą do ucierania. Dodajemy po łyżce zsiadłe mleko. Ucieramy, aż do uzyskania jednolitej konsystencji. Ciasto kroimy na dwa placki i przekładamy kremem. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej i smarujemy nią wierzch ciasta. Posypujemy wiórkami kokosowymi i wkładamy do lodówki.
Ciasto najlepiej przygotować dzień przez podaniem. SMACZNEGO :-)

Co do pudełka na herbatę:

to stoi ono sobie w mojej kuchni :-)


pudełko zamknięte

pudełko otwarte
Pudełka do herbaty dostępne od zaraz - wolne 2 lawendowe :-)


nie tylko moje - ulubione ciasteczka z PRL

To było bardzo udane popołudnie. M wrócił wreszcie i od razu stwierdził że przydałoby się coś słodkiego do pogryzienia, a więc na szybko postanowiłam zrobić moje ulubione ciasteczka z dzieciństwa, które zawsze kręcił nam je tata na maszynce do mielenia mięsa, a że ja mam maszynkę do mielenia tylko że elektryczną - to szybko poszło :-) 
A oto przepis:
60 dag mąki szadkowskiej, 1 łyżeczka proszku do pieczenia, 2 małe cukry waniliowe, 20 dag cukru pudru, 30 dag margaryny, 1 żółtko, 2 jajka.
Wszystko po kolej dodajemy do siebie - czyli mąką + proszek do pieczenia + margaryna +jajka + żółtko +  cukier puder+ cukier waniliowy a następnie gnieciemy i podsypujemy mąką. Wkładamy do zamrażalnika na 1h. Potem robimy takie długie grube węże z ciasta i wkładamy je do maszynki - ustawiamy odpowiednią końcówkę na ciasteczka i jak już wyskakują z maszynki - odrywamy i układamy na pergaminie na blasze, można je łączyć w różne kształty, np. serduszka, czy ślimaki. Pieczemy 15 minut każdą blachę w 180 stopniach. Blach jest kilka. Po ostygnięciu ciasteczek można zanurzać je w polewie czekoladowej i posypać kulkami cukrowymi. 
.... i już gotowe do chrupania. A ile było radości z ich chrupania przez mojego Kacpra - w niedzielę nawet śniadania nie zjadł - bo od rana ciastka z mlekiem tylko wcinał aż miło !!!  Choć pewnie niedługo znów dentystę odwiedzimy - co by zęby porządnie odkurzył z bakterii :-) po słodkim. 

poniedziałek, 14 października 2013

lawendowe światełko

Podobno świeża lawenda może mienić się kolorami fioletowego błękitu, delikatnego różu i bieli. Mam do niej szczególny sentyment - zapach tych kwiatów, w naszym ogródku - rosną dwie duże kępy :-)
Są one niezwykłym romantycznym dodatkiem do naszych róż, które pielęgnuje mój M. Ja postanowiłam je bardzo wdzięcznie zaprezentować w stylizacji szklanych świeczników, które powstały niedawno i będą chyba stroić wnętrze sypialni pewnej śmieszki - Karoliny.
LAWENDOWE ŚWIECZNIKI - za dnia


LAWENDOWE ŚWIECZNIKI - nocą

piątek, 11 października 2013

mój codzienny CHLEB

Chrupiący, świeży, domowy chleb... marzenie, prawda? A gdyby tak można było upiec 3 przepyszne bochenki i mieć go zawsze pod ręką? Z tym przepisem to naprawdę możliwe:) Przygotowanie tego chleba zajmuje nie więcej niż 2 godziny, z czego „czystej pracy" jakieś 15 minut, reszta to czekanie na wyrośnięcie ciasta oraz pieczenia. Banalnie proste, a w efekcie czeka nas ciepły, pachnący chlebek z chrupiącą skórką, który nie tylko zadowoli nasze podniebienia, ale zbierze pochwały od gości.

Dla mnie jest super zdrowy, do niego przekonał się nawet mój synek, który stwierdził
"że taki chleb jest dobry UWAGA !!! na mózgownicę
- bo zawiera  UWAGA !!! kupę nasion :-) !!!"
A oto przepis:
do jednej miski - 1 kg mąki Szadkowskiej, 1 łyżka soli, 5 dag drożdży Świerzych, 1 szkl. otrąb pszennych, 4 łyżki siemienia lnianego, 4 łyżki słonecznika łuskanego - wszystkie składniki dokładnie wymieszać w dużej misce i dodać potem litr wody zimnej (może być z kranu) - mieszamy. Następnie przełożyć do 3 niedużych keksówek (dł. 15-20 cm) wysmarowanych masłem/maragryna i obsypanych otrębami - wierzch chleba można obsypać sezamem.Odstawić na 40 minut do wyrośnięcia w ciepłe miejsce. Piec w 200 stopniach przez 55 minut, po czym wyjąć z piekarnika i wyłożyć chleb z formy i zostawić do całkowitego wystudzenia. Najlepiej upiec go wieczorem i zostawić na noc do ostygnięcia. 


 SPRÓBUJ MOŻE SIĘ I TOBIE UDA taki JAK PONIŻEJ !!!!

poprostu - mój chleb :-)


Co można powiedzieć o samym chlebie? Jest bardzo, bardzo smaczny. 

Baaardzo sycący – w zasadzie można najeść się już jedną kromką. A to za sprawą dużej ilości błonnika, który pęcznieje w żołądku powodując uczucie sytości. Chleb zawiera na szczęście bardzo zdrowe tłuszcze, obfitujące w nienasycone kwasy tłuszczowe omega 3, omega 6 i omega 9 - czyli po prostu siemię lniane.
 

Chleb świetnie smakuje zarówno ze słodkimi, jak i słonymi dodatkami.
Warto wypróbować, nawet jeżeli nie odmieni to naszego życia ;) 

czwartek, 10 października 2013

Trochę o zdrowiu ….

„Jesteś tym, co jesz„ 
takie proste a zarazem, jakie trudne …. 
stwierdzenie Hipokratesa mam w głowie od kilku miesięcy. 

Dziś wydaje się nam, iż prawie wszyscy wiedzą o tym jak się zdrowo odżywiać.  Jednak w praktyce mało, kto przestrzega tych zasad … brak wiedzy czy brak pieniędzy - różnie to bywa, ale jedno jest pewne w dobie XXI wieku - mamy jedzenie z dodatkowymi balastami składników chemicznym i bądź tu człowieku zdrowy jak inni cię trują już jedzeniem. Ja pozbyłam się kostek rosołowych - których używałam do wszystkiego w sporych ilościach - teraz zastąpiłam je sporadycznie kosatkami ekologicznym - bez glutaminianu sodu - sklep ze zdrową żywnością się kłania - są 2 razy droższe, ale co tam najważniejsze, że trochę mniej już tej chemii. Co prawda ten kurczak co w rosole pływa to też zbyt zdrowo chowany pewnie nie był - więc trochę to wszystko złudne. Ale próbować jakiś zmian trzeba !!! i koniec - żołądek ci podziękuję - myślę sobie przy kolejnej gastroskopii a to już wkrótce. 

Warto pamiętać, że w chorobie jedynym człowiekiem, który faktycznie może Cię uzdrowić – jesteś Ty sam  a szczególnie Twój umysł – wiedza i myśli, jakie masz w głowie. Ale co robić jeszcze? DZIAŁAĆ czas … więc zaczynam próbować różnych zdrowych rzeczy.

Starożytny pisarz Gaius Plinius Secundus  powiedział: 
„Dziś zadbaj o swoje zdrowie, byś nie musiał o nim marzyć, gdy będziesz w niemocy”. A to święta prawda - wiem coś o tym !!!


W obecnej chwili wykończyłam starą/nową - sokowirówkę firmy ZELMER no buraczkom już nie dała rady, więc od kilku dni sok z buraków - robi się w nowym sprzęcie tym razem pało na firmę ELEKTROLUX - ma podwójne sitko - jak na razie nie narzekam - jest ok. - może wreszcie moja anemia poczuje się w niemocy i da mi już spokój J!  Podobnież picie 1 szklanki soku z buraka dziennie jest w stanie obniżyć ciśnienie krwi o 7 proc. - a mi przydałoby się też bo z tym też problem mam. A co do sokowirówki to ciekawe jak sobie poradzi z jarmużem - bo sok ten planuje na sobotę stworzyć, zobaczymy !!!


TRUDNO JEST ZDROWO SIĘ ODŻYWIAĆ - jak w pobliżu jest tyle pokus !!!!
Ale strać się - zawsze można - póki jest czas !!!
to moje motto :-)


Zatem żyj i jedz świadomie! 




środa, 9 października 2013

WRACAM :-)

cóż nie będę pisać co się ze mną działo ostatnimi czasy - było rożnie - ale najważniejsze ze jestem na planecie ZIEMIA :-) u boku najbliższych. Wkrótce coś wam podrzucę do pooglądania :-)  tymczasem