środa, 24 października 2012

Trochę się nazbierało ...

powinnam dostać klapsa ... za opóźnienia :-) ale mam usprawiedliwienie - niestety cierpię na brak internetu w domu :-( w czwartek ma być serwis - więc może naprawią ku uciesze wszystkich domowników. Co porabiałam ostatnimi czasy - a  więc sporo się działo - był niedzielny wypad do Arkadii - miało być cicho spokojnie - a tu zaskoczenie ludzi co niemiara, różnych narodowości nawet, no autostrada A2 robi swoje z Warszawy to śmigać można - spotkaliśmy nawet Kryszaka - nawet raz nie zażartował, a już samym wyglądem nas rozśmieszył  - błoto było niesamowite na parkingu, a on wyskakuje z jeepa w białych trepach i skarpetach - już na wstępie robi furorę, wszyscy się za nim oglądali - jakby jaki maharadzża był. Powiem, krótko poza tłumem ludzi, wypoczynek był super, dużo rzucania się kolorowymi liśćmi i nazbieranych kasztanów. Zdjęcie wkrótce.Po odpoczynku należał się smaczny podwieczorek - a wiec smakowaliśmy jabłecznika z cytrynową galaretką. Jak zawsze udany biszkopt: do piany z 6 białek dodać 1 szkl. cukru, dalej miksować dodać 6 żółtek, miksować, dodać przesiane przez sitko 2 szklanki mąki tortowej i 1 czubatą łyżeczkę proszku do pieczenia. Piec na dużej blaszce 25 minut - 180 stopni piekarnik. Po upieczeniu kroimy biszkopt na pół. Wcześniej przed robieniem biszkopta należy skroić w ćwiartki jabłka, tyle żeby było 3/4 5 litrowego garnka - dusimy z 1 szkl. cukru, potem jak zmiękną - należy je roztrzepać trzepaczką do ziemniaków. Po ostudzeniu jabłek wlewamy do nich 300 ml galaretki cytrynowej (2 paczki rozpuszczone w 300 ml) mieszamy. Taką masę jabłkową wylewamy na biszkopt, przykrywamy drugą częścią, ja wierzch pudruję, ale można tez polać lukrem. I  do lodówki na 4 godz. I w tak prosty sposób mamy pyszny jabłecznik.
JABŁECZNIK - pycha !
Moja mama na mój pierwszy jabłecznik - zapytała - z której to cukierni ??? spytałam ja - mamo to miał być komplement ? a tu zdziwienie - to twój wypiek ? no oczywiście. W sobotę był też pieczony chlebek - tym razem coś fit - ciemny razowy.
RAZOWIEC -BĄDŹ FIT !!!
Syn wreszcie wyzdrowiał - więc kłopotów mniej, poszedł do przedszkola :-) No i wreszcie zrobiłam porządek - w kuchni - mąż zrobił mi taki prosty  regalik - na te moje duperele do decupażowania - nie myślałam że aż tyle tego mam ;p uzbierało się od czerwca. Porządek też nastał w mojej paszczy :-) wreszcie wyrwałam ząb mądrości - bałam się co nie miara - strach miał wielkie oczy - było ciężko mi się przemóc (ostatnie rwanie godzinę mordęgi) no ale przy wsparciu kilku ludzi -pozdr. dla Iwonki - udało się dentysta zaliczony, aż się nie mogłam nadziwić, że w 25 minut sobie z nim poradził, jak powiedział był spory twardziel, ale on ma sposoby na takich, trochę się namocował nim, jakby w zapasy się bawił - Panie GROTKOWSKI jest pan wielki dentysta do rwania zębów i będę cię do końca życia chwalić, bo nawet raz nie zabolało porządnie. Przez ten czas było tez sporo decupażownia. Część z nich już znalazły nowy dom. Na początek przedstawiam  chusteczniki i świeczniki - na zamówienie - miały być nie typowe i chyba takie wyszły, choć Małgosia dodatkowo wybrała w czerwieniach inny, więc ten przedstawiany komplet czerwono-złoty poszukuje domu. Ktoś chętny żeby się nim zaopiekować :-) 
Na bogato - czerwono - złoto !!
NIEBIESKO mi !!!
GEOMETRYCZNIE :-)
 

czwartek, 18 października 2012

Smaki mojego domu ...

powiem tak są różne :-) Na pewno nie ma nic lepszego od kromki świeżo upieczonego chleba z pachnącą skórką. A co dopiero mówić, gdy taki chleb przyrządzimy samodzielnie! Ile satysfakcji gdy rośnie jak ... Na pewno cierpliwość jest konieczna, ale w weekend czy na tygodniu jak się znajdzie czas można się nią wykazać, mi się czasem zdarza bo tak nawiasem popłaca to smacznym bochnem chleba i uznaniem wśród domowników. Co prawda mój mąż po raz pierwszy mnie pochwalił - a już kilka bochnów upiekłam :-) na ale w końcu może trafiłam w jego gust :-)Na razie takie proste piekę - mąka, woda, suche drożdże. Po dwóch razach wreszcie zaczęły wychodzić, więc teraz zaczynam mieć smaka ;p na chlebuś na zakwasie, ale najpierw muszę sobie go wyhodować. Zabiorę się do tego jak zacznie być na dobre palone w piecu, żeby mógł mi wyrosnąć na dobre przy grzejniku w kuchni. A na razie prezentuję mój ostatni wypiek - przenno-żytni, ale jak smaczny rozszedł się w mig. Najlepszy z masełkiem i miodkiem, który ostatnio zakupiłam z pasieki Pana Leszka Machaja - no miód w gębie :-) nic dodać nic ująć. No wreszcie dziś mi się post udał - tak prawie na poważnie jak jaki laborat ....
Pan SMACZNY z masełkiem :-)

 Oraz zapowiadane decupażowe chlebowniki !!!
Lawendowo - do nowych właścicieli trafi już w sobotę !
Słonecznikowo - szuka właściciela - może ktoś chętny :-)

środa, 17 października 2012

Co się odwlecze to nie uciecze...

... jak mawia stare polskie przysłowie. A wiadomo, że przysłowia mądrością narodu :)
Przyszła jesień, wirusy, przeziębienia a więc w zeszły czwartek nasiliła się choroba alergiczna mojego synka i przez weekend dała nam popalić. Czyli niespanie po nocach, nerwówka, wizyty po lekarzach, skończyło się zmianą jednego leku - mam nadzieję że będzie lepiej, bo jak jest gorzej to zaczynam ciśnienia nie wytrzymywać.... A to dopiero początek, ten rok był ciężki, choć wiele się już wyjaśniło w chorowaniu mojego synka. No nic nie narzekam już - zaczyna zdrowieć - jest lepiej - do następnego razu .... Może już pójdzie do przedszkola. Ostatnio taki chory, ale jak to facet o kobietach myśli - jedziemy autem do lekarza, a ono wspomina jedna koleżankę z imienia i nazwiska, siostrzenica się go pyta - to już 5 latki znają nazwiska koleżanek z przedszkola ? na to Kacper - no tak bo to moja narzeczona !!! i cegłę spalił - czerwony - ale jaki dumny.  Ja w szoku - dowiaduje się że syn zaręczony, choć miesiąc temu innej pierścionek dał. No nic pytam się - a co z tą ładną blondyneczką co dałeś jej pierścionek ? A Kacper - mamo ona też moja dziewczyna. Zdezorientowana - pomyślałam - no cóż - mama nie w temacie ... Ale nie dziwię się jemu obydwie blondynki i śliczniutkie. Więc trudno mu się zdecydować na jedną :-) i to wszytko tak po krótce - co u mnie słychać :-)  No wczoraj w godz. rannych pojawił się też i  już prawie znikł - magiczny sernik - każdemu się uda - nawet z dwoma lewymi ręka... naprawdę - to nie żart ;p
A oto przepis: ciasto- 3 szkl. mąki, 1 szkl. cukru,  4 żółtka, 1 kostka margaryny, 2 łyżki kakao, 1 cukier waniliowy, 2 łyżeczki proszku do pieczenia-wszystko wygniatamy na jedną masę, którą dzielimy na pół, jedną częścią wykładamy dużą blachę, na którą wylewamy masę serową :-) czyli 2 żółtka miksujemy z 1 szkl. cukru, potem dodajemy 1 torebkę budyniu śmietankowego i 3 śmietany 18% - po 400 g oraz 1 paczkę wiórek kokosowych-200g, na koniec dodajemy do niej ubitą na sztywno pianę z 6 białek. Po wylaniu jej na spód ciastowy - na wierzch ścieramy na tarce - drugą cześć ciasta - może być zmrożona z pół godz. - lepiej się ściera. Taką blaszkę wkładamy na 1 godz. do piekarnika 175 stopni. I oto taki przepyszny serniczek wychodzi :-) a że szybko znika to jego zaleta - spróbuj raz - a będziesz powracać do tego ciasta.
Magiczny sernik !
Lawendowo !
  
A ze względu na powyższe - małe zaległości powstały w mojej decupażowej krainie, ale ostatnio obiecałam kluczniki czy wieszadełka - jak kto woli i oto one !

Ptaszkowo !















A już jutro chlebaczki - bo nad nimi teraz pracuje ... jeden powędruję na zamówienie - do sympatycznego małżeństwa :-) a drugi będzie poszukiwać właściciela !


czwartek, 11 października 2012

Blondynka na maksa :-)

Blondynką jestem od urodzenia - ale wydawało mi się że zawsze rozsądną, zdarzało się zaszaleć w młodości. Ale to co odwaliłam w nocy w poniedziałek - robi ze mnie blondynkę do kwadratu. Zafascynowana ostatnio papierową wikliną - postanowiłam że zrobię takie cudo - najłatwiejsze na początek, ale za to efektowne. Co prawda do Walentynek daleko, ale co tam wybór padł na serduszko. Zachciało mi się wiklinowych serduszek.Zrobiłam jedno - przez które o mały włos bym się przekręciła. Mądra popsikałam farbą w spray w łazience i jeszcze się nawąchałam tej farby. Powiem tylko że było na tyle źle że wylądowałam w szpitalu, no ale na moje szczęście to były tylko 4 minuty. Ale wystarczyło że nad ranem nie wiedziałam co ja robię w szpitalu pod kroplówkami. Przeżyłam, psikać będę na 100% na powietrzu, oj głupia to już taka nie będę, ale żeby coś choć napisali w instrukcji tej farby. No nic ani słowa, po prostu fundują niespodziankę !!! dla blondynek ;p A poniżej prezentuję już efekt mojej poniedziałkowej nocnej pracy - całkiem fajny ! Ale stacji art. hospital - nie życzę nikomu - to był odjazd na 100 fajerek !!!
wiklinowe serduszku wśród aniołków ;p na parapecie


decupażowe deseczki do kuchni dla mojej imienniczki








 Co słychać w mojej krainie decupażu - dziś prezentuję - deseczki do kuchni - dla Pani Honoraty -klientki z targów kolekcjonera - dawno nie spotkałam mojej imienniczki - mam nadzieję że spełnią jej oczekiwania -  bo są według życzenia z lawendą ! W zapowiedzi wieszadełka .... czy kluczniki - jak kto woli :-)

środa, 10 października 2012

Doniczkowo !!!

Dziś dzień zleciał szybko: praca, Kacpra okularki, poszukiwanie Olianu - serii emolientów dla Kacpra. 5 obdzwonionych aptek, szósta trafiona - po prostu wszystko co możliwe z tej serii. cudnie oprócz cen ... Ale co tam skóra synka najważniejsza. Przystanęłam na chwilę nad maskami hiraluronowymi i algowymi- coś dla mnie, ale dopiero następnym razem, trzeba trochę o nich poczytać, bo latka lecą ... oj lecą nie ubłagalnie.
Dziś znowu pachnąco ciastem i to piernikowo - bo poprzedni się rozszedł w mgnieniu oka.
Dla smakoszy tego ciast podaję krótki przepis - wszystko do jednego kociołka, zamieszać i wylać na blachę - godzina w piecyku 200 stopni. Składniki: 2 jaja, 2 szkl. mleka, 1 szkl. oleju, 4 szkl. mąki, 3/4 szkl. cukru, 2 łyżki kakao, 2 łyżeczki proszku do pieczenia, 2 łyżeczki sody oczyszczonej, 2 łyżki przyprawy do piernika, cały słoik dżemu, powideł - śliwkowych i na wierzch cukier puder. Zawsze się udaje - nie ma mocnych. A oto on w całej okazałości:
PIERNIK - pycha





DONICZKOWO - efekt dzisiejszego decupażowania :-) dwie z nich idą w świat stroić okna !!!
A jutro będzie deseczkowo - co z tego będzie któż to wie ....

poniedziałek, 8 października 2012

Niedzielne bombkowe szaleństwo u ASKET !!!

Witajcie !

Wczoraj wróciłam padnięta, nocnym pociągiem, wizyta u ASKET trwała calutką niedzielę. Czar decupagu rozpoczął się wejściem do jej pracowni, magicznie można by powiedzieć, inaczej jest jak się ogląda jej stronę i przedmioty, które zrobiła w realu - są inne - można je dotknąć, są na pewno dużo większe. Zobaczyć ścianę z papierami decupażowymi i równiutko poukładanymi kolorowymi farbami z jej logo. Kiedy oglądałam jej zdjęcia z warsztatów zastanawiałam się czy kiedyś ja będę na nim i oto proszę, sama mam takie zdjęcie pamiątkowe - nawet z ASKET i z moimi bombkami :-) Cieszę się, że tam trafiłam, bo dzięki mojemu mężowi, który dzielnie sprawował opiekę nad naszym synkiem mogłam poświęcić cały dzień na kurs bombeczkowy - u samej mistrzyni. Naprawdę było warto ... :-)

A oto ja !!!!
Za to dziś miałam pracowity dzień - w inny sposób - urlopik w pracy biurowej - jazda na traktorze w polu przez cały dzień - teraz ja pomagałam mężowi :-) co prawda miałam non stop problemy z wrzucaniem biegów, ale nic na to nie poradzę (no blondynka jestem) !!! A na koniec dzisiejszego dnia zaraz wyciągam piernika z piecyka i wkładam blaszki z chlebem z oliwą z oliwek. Pachnie w całym domu :-) Właśnie też poukładałam przywiezione z IKEA zamówione u siostrzenicy przedmioty m.in. konewki bo będę robić je na zimowo - kupiłam u ASKET papier ryżowy ze specjalnymi motywami. Duże buziaki dla Marzenki :-) dzięki za dostawę do domu !!! A w międzyczasie - idę kończyć doniczki - na zamówienie !!! Jutro wrzucę fotki !

A teraz można popatrzeć na mnie przy pracy w pracowni ASKET.
z ASKET :-)  

































































sobota, 6 października 2012

Handelek pod gołym niebem !

Dziś dzień zapowiadał się deszczowo - było pochmurnie, mżyło, z nadzieją na poprawę pogody ruszyłam z całym majdanem :-) do centrum - na skierniewicki rynek staroci tzw. targi kolekcjonerów, co prawda daleko mi do nich, ale miałam niektóre przedmioty postarzane :-) a co żeby nie było, że wybrała się baba z tym co nie trzeba. Pogoda się wypogodziła i nawet słońce świeciło mocno ! Afryka co prawda to nie była, ale było super (pozdrawiam towarzyszy z Kutna i ich żarty z pogody). Ludzi co nie miara, dużo znajomych, zaskoczonych moją pasją - pozytywnie. Parę rzeczy nawet poszło w świat - cieszyć oczy. Nowe zamówienia nawet dostałam - więc nad nimi teraz będę pracować i kończyć inne :-) Nawet bombkowe - dobrze że jutro jadę na kurs - Bombkowe szaleństwo do słynnej ASKET. Aż mi dreszcze chodzą - jak pomyślę, że się z nią spotkam i być może zobaczę na żywo jej pracę. Po prostu wymiękam :-) Napiszę parę słów jak było .... A z targów przytargałam karafkę - będzie na oliwę z oliwek - zobaczymy jak będą się prezentować oliwkowe serwetki i ciekawą broszkę z kamieni filetowych  (nawet nie wiem jakich - no blondynka ze mnie :-) i znajomość z bajkopisarzem oraz jego tomik bajek, do których mam zrobić ilustracje :-) też się wpakowałam :-) dobry miał bajer - pozdrawiam Pana Majchra.
Chustecznik melodyjny :-) z aplikacją złotą
A oto przedstawiam wczoraj ukończone, świeżutkie jak bułeczki - moje prace - rączki trochę popracowały !

Chustecznik z różami i crakiem dwuskładnikowym - słabe zdjęcie mi wyszło :(

piątek, 5 października 2012

Witaj świecie blogowy !


Jestem tu nowa - mam nadzieje że się w tym wszystkim odnajdę ! Przed wakacjami dopadła mnie pasja decupażowania (byłam na kursie - 3 godz. - pozdrowienia dla Magdy - mej nauczycielki) i wpadłam jak śliwka w kompot, chciałam zwolnić - udało się 5 dni wytrzymać, pasja nie odpuszcza, więc dlatego postanowiłam trochę uchylić rąbka tajemnicy innym osobą z podobna pasją. Ciekawa jestem czy moje cuda spodobają się innym, bo ja jak oglądam pudełka, pudełeczka itp. to nieraz wymiękam. I pomyśleć że lat 15 prowadziłam coś w rodzaju pracowni plastycznej dla dzieciaków sprawnych inaczej, a teraz tkwię za biurkiem i tracę wzrok przed kompem. Nie wiem czy wytrzymam tak do emerytury :-) Dobrze że mąż jeszcze nie wygania z kuchni gdzie mam swoja pracownię decupażową (bałagan straszny !! - wiecznie sprzątany) , myślę że po cichu mu się podobają moje rzeczy, bo czasem coś fajnie doradzi - gdzie przykleić tę serwetkę ! Czasem przypomina żeby czegoś nie spaliła jak gotuje i decupażuję jednocześnie ! :-) Mąż założył mi stronkę na google i oto jestem. Dziś będę sporo pracować po pracy, synka uśpię, poczytam baje i myślę że uda mi się dokończyć rzeczy, które zaczęłam. Jak skończę wrzucę fotki. Ja Bo jutro dzień staroci kolekcjonerów - SKIERNIEWICE - wybieram się rano - ale czy pogoda dopisze, zobaczymy !! do zobaczenia jutro :-)